PGK sprzedało windykatorowi dług domu samotnej matki

Dom samotnej matki w Poniatowej (Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka)Liczyli na dogadanie się z miastem, teraz nie ma już z kim rozmawiać. Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta, prowadzące m.in. dom samotnej matki w Poniatowej koło Lublina, znalazło się w dramatycznej sytuacji finansowej. Miasto, a konkretnie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych, sprzedało dług towarzystwa firmie windykacyjnej.
Dom samotnej matki w Poniatowej to placówka pomagająca kobietom, które znalazły się na życiowym zakręcie. W tej chwili mieszka tu kilkanaście kobiet i kilkanaścioro dzieci, w tym kilkuletnie maluchy. Są młode kobiety, bite przez swoich mężów, które nie miały dokąd uciec; ale są też panie w wieku dojrzałym, które na skutek różnych zawirowań zostały bez dachu nad głową. – Staramy się, by miały u nas namiastkę domu – mówi pedagog, Magdalena Pawlak.
Mieszkające w placówce kobiety płacą za swój pobyt, ale są to kwoty stosunkowo niewielkie, po 200-300 zł miesięcznie, w zależności od tego, jakie mają dochody (zasiłki, alimenty). Mieszkając mają określone obowiązki: sprzątają, pomagają, gotują, opiekują się dziećmi.

Nie możemy tolerować…

Dług prowadzącego dom Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta za ogrzewanie wobec miejskiej firmy komunalnej wynosił 28 tysięcy złotych. Szefowa organizacji, Małgorzata Jocek, próbowała prosić o rozłożeniu go na raty. – Byłam u prezesa tej firmy, w towarzystwie naszej pracownicy, pani Ireny. Pan prezes nie chciał rozmawiać – mówi Jocek (funkcję prezesa towarzystwa pełni społecznie, nie bierze za to pieniędzy).

Prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Poniatowej, Piotr Kowalski, zaprzecza. Twierdzi, że przekazał dług firmie windykacyjnej, bo nikt z towarzystwa nie podjął żadnych rozmów o spłacie ratalnej. I że nie rozmawiał z prezes Jocek. – Nie przypominam sobie takiej rozmowy – mówi.

Szefowa towarzystwa jest zaskoczona. – Chyba nie polega to na tym, że będziemy teraz prowadzić grę słów, że pan prezes mówi to, a ja co innego – odpowiada Jocek. Podkreśla, że ma nawet pismo z PUK w Poniatowej. – Prezes odpisał tak, że na pewno państwo nie chcielibyście usłyszeć, jaki to jest ton – dodaje.

Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta, oddział w Lublinie płaciło rachunki wtedy, gdy miało pieniądze. W tym roku wpłat było kilka: raz kilkaset, innym razem kilka tysięcy złotych. – Teraz czekaliśmy na spływ pieniędzy z jednego procenta, z podatków – mówi prezes Jocek. Jak dodaje, pieniądze z 1 procenta zaczynają spływać od sierpnia. – I wtedy pojawia się możliwość wpłaty większych kwot – podkreśla.

Tak też się stało: towarzystwo nie wiedząc, że dług został sprzedany, prawie połowę zobowiązań spłaciło przelewając pieniądze na konto PUK w Poniatowej. – Dopiero wtedy się dowiedzieliśmy, z faksu, że dług jest u windykatora. I lecą odsetki – mówi Jocek.

– Zobowiązania domu samotnej matki osiągnęły taki pułap, że nie możemy dłużej tolerować takiego stanu rzeczy – mówi Kowalski. – Gdzie jest wrażliwość społeczna naszych władz? – pytają samotne kobiety, które nie mieszkają w prowadzonej przez towarzystwo placówce, ale korzystają z organizowanych przez nie szkoleń. Dziś wiadomo, że szkolenia trzeba będzie ograniczyć, bo zabraknie pieniędzy. Trzeba jak najszybciej znaleźć środki na spłatę długu, by nie rosły odsetki.

Prezes z miejskiej firmy: jesteśmy wrażliwi

– Jako prezes przedsiębiorstwa wykazuję dużą wrażliwość. Działa u nas klub honorowych dawców krwi, którego jestem również prezesem. Wrażliwość mamy w sercach, ale nie zmienia to faktu, że odpowiadam za stan finansów przedsiębiorstwa, za kondycję finansową – dodaje Kowalski.

Sprzedanie długu firmie windykacyjnej oznacza dla towarzystwa spore problemy. – Dalej będziemy się martwic o jedzenie, o zakupy, o opłaty. Nie możemy iść dalej, chcieliśmy kupić dla naszych dzieci komputer – mówi pedagog z domu samotnej matki. – Nasze towarzystwo działa w całej Polsce. I jeszcze nigdzie nie było takiej sytuacji, by dług organizacji pożytku publicznego jaką jesteśmy, został oddany windykatorowi – dodaje prezes Jocek.

– To jest paranoja. Tym ludziom trzeba pomóc, a nie ich krzywdzić. A to jest krzywdzące, dla dzieci, dla matek – mówi Monika Wyroślak, która korzysta z pomocy Towarzystwa Pomocy Brata Alberta. – U nas w Poniatowej jest tylko jedna taka placówka. Dlaczego nie pomagają jej władze, tylko utrudnia się jej życie? Nie mam pojęcia – mówi inna matka, Dorota Przepiórka.

Kilkakrotnie próbowaliśmy się skontaktować z burmistrzem Poniatowej, ale pani burmistrz była zajęta, nie odbierała telefonu, nie oddzwoniła.

Wiemy, że działania Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Poniatowej wobec Towarzystwa Pomocy Brata Alberta to nie jedyne takie posunięcie. Wcześniej PUK oddał windykatorowi także o wiele większy dług miejscowego szpitala.

 

Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka

Źródło: Tokfm.pl / Gazeta.pl